Kiedy: 11.07-19.07.2009
Muszę przyznać, że jak na razie tej wyprawy bałam się najbardziej, ale bardziej myśląc o niej przed jej rozpoczęciem niżeli w trakcie, kolejny argument za ‘niemyśleniem’;P Wycieczkę zaczynam od 13 godzinnej podróży pociągiem… Niesamowite przeżycie! Sami Hindusi, dużo Hindusów!! Mieliśmy klasę sleeper z AC, więc i tak była kulturka:) Pociąg przypominał mi trochę więzienie, ale i tak byłam pozytywnie zaskoczona. Trochę się bałam, wszyscy się na nas patrzyli:/ Ja udawałam, że czytam książkę, co by nie przyciągać niczyjej uwagi;P Poźniej mimo woli oczywiście zasnęłam, w sumie co można robić przez 13 hrs!! Podróż przebiegła bez żadnych nieprzyjemności (bagażu nie zgubiłam;P). Przed 6. rano byliśmy na miejscu, w Jaipurze, i tu zaczyna się najmilsza część tej historii;) Odebrał nas z dworca kolega Zuzi (Hindus, który był na wymianie w Poznaniu). Arjit załatwił nam miejsce do spania (i to jakie..!, przez cały pobyt w Indiach nie spałam w takich warunkach, pokój dla piątki osób- my byliśmy w czwórkę. Niby nic łóżka, kilka półek, ale wszystko było tak czyste i zadbane!!!) i osobę, która przez kolejne dwa dni oprowadzała nas po mieście- Abiego. Ogólne wrażenia: super! Widzieliśmy Świątynie Małp, Pałac Wiatrów, City Palace, stary Jaipur, Ogromny Fort, a wieczorem odwiedziliśmy aranżację wioski Radźastańskiej, coś niesamowitego, genialna atmosfera- tradycyjna muzyka, tańce, słonie, wielbłądy, jedzenie! itp. itp. Ba byliśmy również w kinie na filmie bollywoodzkim;P Aaaaaaaaaaaaa tragedia!!! Nawet spać nie mogłam, bo było za głośno!;P (Aluś nie masz co się martwić, raczej nie polubię tego rodzaju filmów- pisałeś mi o tym przed wyjazdem;))
Kolejne miejsce: Agra, a jak Agra to i … TADŹ MAHAL! Tu dużo pisać nie będę, bo tego nie da się opisać! Wystarczy BOSKO BOSKO BOSKO! Byliśmy tam koło 6 rano, więc widzieliśmy wschód słońca w ogrodach przy jednym z cudów świata:D W południe już siedzieliśmy w autobusie do Delhi. No i tu się zaczyna! Poczynając od wysiadki z autobusu, gdzie otoczyli nas Riksiarze, proponując transport, z którymi targowanie się, mało co nie skończyło się średnio przyjemnie:/ Trafiliśmy w końcu do jakieś informacji, stamtąd do jakiegoś hotelu- nawet nie najgorszy, tylko dzielnica troche… hmmm… W nocy sama bym nie wyszła na spacer. Wieczorem spotkaliśmy się z kolejnymi hinduskimi kolegami Zuzi (jak ja jestem Jej wdzięczna za te znajomości), genialni chłopcy! Gdyby nie oni to miasto by nas przerosło. Spędziliśmy miły wieczór, spacer po parku w centrum, kawka, jakieś jedzenie i rozkmina od czego jutro zaczynamy:/ Uznaliśmy, że zwiedzanie Rikszą nie jest dobrym pomysłem, chłopcy mieli egzaminy, więc nie mogli na pomóc (byli wolni dopiero wieczorem, a my nie mieliśmy czasu:/). Postanowiliśmy wynająć auto z kierowcą, obmyśleć plan podróży. Rano przed hotelem czekał na nas samochód, nie myśląc dużo wsiadamy i jedziemy. Kierowca mówi, żebyśmy się o nic nie martwili on nas zawiezie gdzie trzeba… myślimy… super! Jednak wcale tak super nie było, okazało się, że on ma podpisaną umowę, że zawiezie nas do kilku zabytków i do… sklepów! Tragedia my chcemy zwiedzać, a tu jakiś shopping! Mówimy mu że my tak nie chcemy, a on, że musi! Jak do tego wszystkiego dołączyły jakieś głupie pytania i jego dziwny wzrok, w pewnym momencie powiedzieliśmy, że dalej nie jedziemy! [...]
Poczekaliśmy na chłopców pod INDIA GATE, oczywiście znowu wzbudzaliśmy sensacje, latali za nami po parku chcąc robić sobie z nami zdjęcia, byli niesamowicie namolni! W końcu, powiedziałyśmy dosyć! ‘50 rupii i nawet się uśmiechniemy’ (myśleliśmy, że dadzą nam spokój, przeliczyłyśmy się… po krótkich pertraktacjach cena zeszła do 20 rupii, w pięć minut zarobiłyśmy 150 rupii;P). […]
Chłopcy przybyli i ruszyliśmy dalej, zwiedzać Delhi, było niesamowicie gorąco, ale i przyjemnie:) Ostania noc w hotelu (z małą średnio przyjemną sytuacja: Zostałyśmy w pokoju same z Kasią, reszta gdzieś wyszła na chwilę. Było już ciemno, my oczywiście gadamy sobie, uch achane od ucha do ucha;P a tu nagle ktoś puka… potem łapie za klamkę, nagle gaśnie światło, znowu klamka i cisza… Myśleliśmy, że to nasi jaja sobie robią, ale z drugiej strony serce w gardle, dzwonimy do Emila, a On mówi, że siedzą na Internecie kawałek drogi od hotelu i że za jakieś 30 min. będą… […] uzbroiłyśmy się w OFF-a (na komary), świeciłyśmy komórkami i czekałyśmy. Na szczęście nic się więcej nie działo, nawet nas po pewnym czasie ogarnęła głupawka, widocznie obsługa ma dziwne poczucie humoru)i poranne zwiedzanie Red Fortu- niesamowity! Pociąg powrotny koło 17 do Vadodary (trafiliśmy podobno na najlepszy radźastaniski ekspressss, kurcze tyle jedzenia w samolocie nie dostałam;P Dosłownie co godzinę.. 18- kanapka, napój, woda, przekoska, 19- coś podobnego do rosołku i herbatka, 20- obiad+ kawa!!, 21-…lody!). Nawet o śniadanie się pytali, ale nasza podróż kończyła się 4 rano, więc się nie zapaliśmy… może i dobrze… do dzisiaj z moim brzuchem nie jest oki;P Ale znalazłam coś jadalnego, mój posiłek składa się z ryżu i ketchupu:/;P
Riksza do GPS (tam mieszkam), mała kłótnia z ochroniarzem przy bramie i łóżko. SPANIE SPANIE SPANIE.
Jak na tygodniową wycieczkę, to dużo nie napisałam, opowiedziałam może 10% tego co chciałam, no ale cóż:/ Poetą nie będę;P
wtorek, 21 lipca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz