India- my first Day!
Jest gorąco, nawet bardzo;P Trochę pada, ale podobno za kilka dni ma być gorzej…
Pierwszy dzień był niesamowity! Himashu zabrał nas na obrzeża Barody. Pokazał nam życie na wsi, było to naprawdę niezwykłe przeżycie!! Mam śliczne zdjęcia:) Codzienność tam jest zupełnie inna niżeli w mieście! Trochę bardziej spokojna. Ludzie są mili, co prawda nie rozumieją co do nich mówimy, ale się uśmiechają!! Chcą robić sobie z nami zdjęcia:) Przyglądają się, podchodzą, dziwią… Śmiem sądzić, że my jesteśmy dla nich większym ‘widowiskiem’, niż oni dla nas! Byliśmy nawet w wiejskiej szkole… SZOK!!! Dzieci niezwykle kolorowo poubierane siedzą w zapyziałych ławkach w betonowych, okropnie brudnych ścianach, gdzie strasznie śmierdzi! Co najciekawsze wyglądają na szczęśliwe, one po prostu nieznaną innego życia. W jednej klasie było około 70 uczniów (pokój o metrażu podobnym do Polskich klas) i jeden nauczyciel, ogólnie mieli go gdzieś, nie mógł nad nimi zapanować, jak my przyszliśmy to na początku był okropny harmider. Dzieci trochę się nas bały, ale tylko przez chwilę, potem nastała cisza i Himaszu (chłopak jeden z praktykantek, mieszkał przez rok w Polsce) zaczął opowiadać im o naszym kraju, przedstawił nas itp. Byli wpatrzeni w nas jak w obrazek…
Drugi dzień, nadal gorąco, trochę zamieszania w ‘biurze’ (czyt. czterech betonowych ścianach), planujemy wycieczkę, na razie nie daleko, po Gudżaracie. Wypożyczamy samochód, razem z kierowcą;P Ruszamy w sobotę rano:)
Indyjskie jedzenie jest naprawdę niesamowicie oooooostre!! Zamawiamy najmniej ostre jedzenie i ledwo co je jemy, ale muszę przyznać, że smaczne!
Na bagaż nadal czekam:/
piątek, 3 lipca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Już z 5 razy to czytałam ;D Pisz jak tylko będziesz mogła, cokolwiek, chociażby 2 zdania!! :)
OdpowiedzUsuńW ogóle z telefonem wszystko ok? Bo ostatni sms, którego Ci wysłałam nie doszedł.. :/
Już za Tobą tęsknie!
Jesteś naprawdę niesamowita, podróż rzeczywiście z niezbyt przyjemymi przygodami,a Ty dałaś radę! Tzn. że już ze wszystkim sobie tam dasz radę! Pozdrawiam i czekam na kolejną notkę! :*:*:*
Jakby co to ja Magda jestem, a nie Michał, tylko nie umiem się podpisać pod komentarzem ;) hehe..
OdpowiedzUsuń:*
OdpowiedzUsuńEhhh Menka, ja 2 razy po 12 godzin spedzilem w samolocie do Australii, z 2dniowa przesiadka w Hong Kongu. Po powrocie pewnie sie podzilimy wrazeniami, aczkolwiek powiem, ze Australia jest MEGA !!! :D 3maj sie, nie zazdroszcze Ci przygody z bagazami. POZDROOOOO
OdpowiedzUsuńnapisz jak zobaczysz słonia :D i pamiętaj, że jesteś hardkorem :)!!!!
OdpowiedzUsuńno, no...
OdpowiedzUsuńJestem pod wrażeniem Marleno, ale jak bym mógł nie być :) mam nadzieje, że przygody z bagażami, to ostatnie negatywne doświadczenia tego wyjazdu... pozdrawiam serdecznie! :)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńOj, ciężko napisać jak tutaj jest w kilku słowach, dlatego jutro może uda mi się naskrobać jakiś krótki esej;)Na razie powiem tylko tyle: wczoraj wróciłam z jednej wycieczki, w niedziele jadę na kolejną. Pierwsza choroba żołądka za mną;P
OdpowiedzUsuńA no i tęskno mi:/
OdpowiedzUsuń