Vadodara-> Palitaria->Diu->[…]->Mount Abu->Vadodara
Początek: Sobota, 04.07.2009, 4 rano
Koniec: Czwartek 09.07.2009, koło 19
Kurde, jak pisałam na bieżąco, to wszystko pamiętałam, a teraz pomimo tylu przeżyć, nie wiem jak zacząć;/ Ogólne wrażanie: było super, dzięki Himanshu udało nam się zobaczyć inne Indie, tzn. inne niż przeciętny turysta, chyba te bardziej prawdziwe. Z drugiej strony wycieczka była okropnie okropnie męcząca:/ Jednego dnia jechaliśmy 20 godzin (na cały trip mieliśmy wypożyczony samochód z kierowcą- Bobkiem;P), żeby nie było za miło każdy się rozchorował, po wcześniejszej kolacji:/ Przebieg choroby prawie u każdego taki sam: ból brzucha, kilka wizyt w toalecie, potem gorączka, ból skóry i totalne osłabienie. Na szczęście trwało to tylko jedną dobę.
Pierwsze trzy noce spędziliśmy w Diu- dawniej Portugalski kurort nadmorski, całkiem przyjemnie, a że po sezonie, to i noclegi nie były takie drogie. Trzecia noc w drodze na Mount Abu, w jakimś zapyziałym motelu dla pielgrzymów w jakiejś zapyziałej mieścinie- tragedia!! Gołębie w oknach, hindusi śpiący pod drzwiami, nagły brak prądu w nocy, pukanie do drzwi, strach, strach, strach!!
Na szczęście nasze ‘cierpienia’ zostały dostrzeżone i odrobinę wynagrodzone w Mount Abu (- górski kurort), tam nocowaliśmy w ‘hotelu’, nawet papier toaletowy był;P Piękny teren, niesamowite widoki.
Ogólnie, nie była to wyprawa, aby zobaczyć najsłynniejsze zabytki, odwiedzaliśmy najróżniejsze świątynie. Niektóre przepiękne, inne mające coś w sobie, ale było ich stanowczo za dużo;) Widziałam słonia, niestety nie mieliśmy jak się zatrzymać żebym się na niego wdrapała, gdyż nasz samochód był cały ‘oblepiony’ hindusami. Naprawdę, tragedia! Ludzie na wioskach, chyba nie słyszeli nigdy o białych, byli zaciekawieni, chcieli robić zdjęcia… itp.
Ogólnie oczywiście wrażenia pozytywne, tylko że szok kulturowy dał sie we znaki:/ Myśli o powrocie itp., ale podobno to jest tutaj normalne. Teraz już jest lepiej, mam nadzieję, że jeszcze się poprawi. Po powrocie do Barody, małych kłótniach z Hamzą (chłopak, który miał się nami zajmować, podkreślam miał, bo jakoś mu to nie idzie) dostaliśmy miejsce w internacie. Warunki: […] przemilczę sprawę, powiem tylko, że jaszczurki, to tacy nasi nieproszeni współlokatorzy;P Ale jest oki, przynajmniej poznajemy innych ludzi z projektu, atmosfera jest bardziej na luzie:)
Jutro niedziela, tygodniowa wyprawa do ‘złotego trójkąta’: Jaipur, Agra, Delhi. Trochę się boję, bo Himaszu z nami nie jedzie:/ Jedziemy tylko w czwórkę, w tym jeden chłopak, pociągiem:/ No ale trzeba się pozytywnie nastawić;P
Ej, mam nadzieję, że szok już minął, że czas zacznie szybko lecieć. Trudno mi napisać, co ja tu czuję… Oczywiście szczęście, że spełniam swoje marzenie, jestem w jakiś sposób zainspirowana Indiami, pobudzają moją kreatywność (robię kupę zdjęć:):));P, a z drugiej strony ciągły strach, osaczenie. No ale będzie dobrze!!:D:D:D
A i najważniejsze mam BAGAŻ!!!!!! :D
piątek, 10 lipca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
jutro poślę maila ;) muaa :*
OdpowiedzUsuńnajs łan!
OdpowiedzUsuńpoczta elektroniczna idzie.. ale co by uprzedzic pytania, to 'nie, jeszcze wsi nie zniszczylismy' ;)
Rudzielcu mój czekam!!
OdpowiedzUsuńAluś Twojego już czytam, cieszę się, że nie piszesz go z kicia!;P